Zaczęło się w maju od kupionych biletów na lot do Bergen - tak 'na wszelki wypadek'. Potem systematycznie uzupełnialiśmy brakujący sprzęt i przeglądaliśmy ten posiadany. Na koniec kilka godzin nad rowerami w kartonowych pudłach, by spełnić warunki przewozu liniami lotniczymi i... polecieliśmy!
Dzisiaj obydwoje jesteśmy zgodni: Norwegia nie spełniła naszych oczekiwań, bo... zdecydowanie je przerosła. Przytakniemy wszystkim sondażom, które uznają Norwegię za jedno z najlepszych państw pod względem jakości życia, a fiordy Norwegii plasują wśród najpiękniejszych miejsc na świecie.
Połączenie gór z wszechobecną tu wodą przywoływało skojarzenia z Alpami, a te zawsze wydawały mi się wyznacznikiem piękna górskiego krajobrazu. Niezapomnianych widoków było wiele: z rejsu statkiem po Fjaerlandfjordzie, ze zjazdu serpentyną do Naeroyfjordu, z okolic lodowca Boyabreen, ale i te wspomniane alpejskie klimaty na północ od Voss, czy na zachód od lodowca Jostedalsbreen... Dzięki podróży rowerami mieliśmy wystarczająco dużo czasu by się wszystkim nacieszyć.
W Polsce widzieliśmy wiele pięknych lasów, jednak te norweskie biły je na głowę bogactwem leśnego runa. Soczyste mchy i wrzosowiska, wszędzie gdzie zajrzeliśmy nasze 'polskie' grzyby - prawdziwki, kozaki, kurki, do tego mnóstwo owocujących krzaków malin, jagód, poziomek, borówek.
Norwegia pełna była pomocnych i uśmiechniętych ludzi. Już na lotnisku podszedł do nas jego pracownik i proponował nam trasy. Kierowcy samochodów zatrzymywali się i pytali, czy wiemy jak dojechać do celu, przestrzegali nas przed spalinami w tunelach lub tylko z uznaniem pozdrawiali zza kierownicy. Pod jednym z supermarketów podszedł do nas mężczyzna przypominając, że w Norwegii śpi się na dziko, by lepiej poznać jej piękno.
Najbardziej jednak zapadło nam w pamięci spotkanie w Bergen, gdy na głównym miejskim placu słuchaliśmy koncertu orkiestry miejscowej filharmonii. Na widok polskiej flagi na mojej przyczepce zaczepił nas człowiek, który podczas stanu wojennego mieszkał na kempingu w Gdańsku. Wspominał ludzi, miejsca i wydarzenia tamtych lat. Mówił, jak w kolejce w pralni na Zaspie poznał Danutę Wałęsę. Opowiadał, jak słuchał w swoim radiu duńskich audycji, tłumaczył koledze na niemiecki, a ten w konspiracji przekazywał Polakom usłyszane wiadomości. Przez te chwile to historia naszego miasta była w naszym centrum uwagi w tym drugim największym mieście Norwegii.
Naszą narodową dumę miło połechtał także lektor podczas dwuipółgodzinnego rejsu po Naeroyfjordzie, jednym z dwóch norweskich fiordów wpisanych na listę światowego dziedzictwa UNESCO. O mijanych przez statek miejscach opowiadał - obok norweskiego, angielskiego, niemieckiego, hiszpańskiego i włoskiego - także w języku polskim.
Rowerem jeździ się po Norwegii naprawdę komfortowo. Drogi o idealnej nawierzchni, często szerokości jednego samochodu, trawersują po stromych zboczach fiordów albo wspinają się gdzieś wysoko między polodowcowymi ostańcami. Wspinając się po górskich podjazdach stawaliśmy się czasem przyczyną korków, nigdy jednak nie słysząc klaksonu zniecierpliwienia kierowców. Rowerzysta jest szanowany, a większość kierowców manewr wyprzedzania wykonuje przeciwnym pasem. Oczywiście o ile ten istnieje...
Norwegia chętnie i w majestacie prawa przyjmuje turystów na dzikie noclegi na łonie przyrody. Spaliśmy koło niewielkiej przystani wędkarskiej nad Hardangerfjordem, w pustej górskiej dolinie i nad turkusowym jeziorem tuż pod błękitnym językiem lodowca, budzącym nas w nocy potężnym hukiem. Nie każcie mi jednak przypominać sobie, jakiej temperatury była woda w tym jeziorze...
Nasi znajomi robili wielkie oczy słysząc o naszych planach, znając specyfikę klimatu wybrzeża Norwegii. Tymczasem przez dwa tygodnie mieliśmy zaledwie 3-4 deszczowe dni, w pozostałe cieszyliśmy się albo upałami, albo sympatyczną rowerową pogodą z przelotnymi, niewielkimi opadami.
A kontynuując nasze rowerowe spotkania ze zwierzętami, do łosia z Kurpiów, muflonów z Gór Sowich i wilka z Beskidu Niskiego, dołączyły trzy morświny z Sognefjordu.
Dwa tygodnie na rowerze w Norwegii wydawały się trwać miesiąc. Dzień skutecznie wydłużało Słońce zachodzące po 22-ej i półmrok trwający jeszcze po północy. Naprawdę bardzo dawno nie udało nam się tak oderwać od codzienności i odpocząć.
Na koniec - podziękowania i wyrazy uznania. Te największe wędrują do mojej żony :) Ola spisała się na medal, dzielnie znosząc trudy Jej pierwszej, prawdziwej wyprawy rowerowej. I już kilka dni po powrocie przestała powtarzać, że w Norwegii była dwa razy - pierwszy i ostatni... ;)
Pięknie dziękujemy napotkanym Polakom mieszkającym w Norwegii za wszystkie spotkania i propozycje pomocy - na szczęście nie musieliśmy z niej korzystać. Natalii ze Skei, Darkowi z Bergen - dzięki! I super ekipie z Kartuz dziękujemy za dwa miłe spotkania na trasie. I last but not least: Emilowi za niezawodne wsparcie meteo... :]
17 sierpnia 2011
Taniec z kompasem » Norwegia Zachodnia » Rowerem wokół fiordów zachodniej Norwegii





















































































































































































Fantastyczne zdjęcia! Zatęskniłam za Norwegią, długim dniem i górami wszędzie dookoła.
22 sierpnia 2011
Długi dzień rządzi! :] A przecież moglibyśmy być tam wcześniej i dalej na północ... :] Pozdrowienia :]
22 sierpnia 2011
no proszę, proszę :) gdzież to Was zawiało.. też akurat niedawno nawiedzałam te piękne okolice (Naeroyfjorden, Gudvangen) i aż.. zatęskniłam za Norwegią ;)
22 sierpnia 2011
A kogo to zawiało na moją stronę! :)
Cześć Aśka, cieszę się że zdjęcia budzą pozytywne emocje :] Rzeczywiście, podjazd do Stalheim, potem zjazd do Gudvangen - pierwsza klasa, na pewno jedno z najpiękniejszych miejsc jakie widzieliśmy.
Ty w Polsce czy Norwegii? :]
22 sierpnia 2011
Jestem pod wrażeniem a jednoczesnie zazdrosny, ze znów komuśudało przejechać Norwegię.
:)
Teraz czas na mnie ")
29 sierpnia 2011
Fantastyczna wyprawa, przezazdraszczam, choć sam pewnie bym się nie wybrał, za mało rowerowego doświadczenia... Na szczęście można to jeszcze zmienić :)
Możesz powiedzieć jak kosztowo wypadła ta wyprawa, orientacyjnie chociaż?
Pozdrawiam
5 września 2011
@Filu, wbrew powszechnej opinii Norwegia jest dość przyjazna turystom także pod względem finansowym. Dzięki tanim liniom lecieć można nawet za przysłowiową 'dychę', choć rower to już 135 złotych. Spać można i trzeba za darmo na łonie natury, choć czasem warto się odświeżyć na kempingu - już od 25 PLN na głowę. Żywić można się też niewielkim kosztem dzięki seriom tanich produktów w marketach, jak chleb za 3,50, słynna sałatka ziemniaczana za 2 złote, czy duża paczka makaronu za 4-5 złotych. Naturalnie, wybór produktów turystyczno-budżetowych jest mniejszy niż tych, które wybiera przeciętny Norweg.
Warto próbować, warto! Nas ta Norwegia kompletnie zaskoczyła, kilka dni docierała tam do mnie świadomość, że rzeczywiście polecieliśmy... :-] Za to nasze wspólne rowerowe horyzonty znacznie się poszerzyły... Za rok na Bałkany, w Alpy, czy do Maroka...? Ech! :-)
Pozdrowienia :-)
6 września 2011
@Bobiko, czekam na zdjęcia :-)
6 września 2011
Norwegia - wiadomo cymes.
Relacja na poziomie, skopiowałem - przyda się.
A to moje ogłoszenie w sprawie Maroka 2012:
http://www.podrozerowerowe.info/index.php?topic=4736.0
Pozdrawiam serdecznie
Rysiek
7 września 2011
pięknie! pięknie! pięknie!
nic dodać nic ująć. bardzo mi się podoba i zazdroszczę :)
14 września 2011
Pięknie. Objechaliśmy Norwegię kilka lat temu samochodem i w nas również pozostawiła same niezapomniane wspomnienia. Piękny kraj. Chce się wracać. Pozdrawiamy!
6 października 2011
Dodaj nową odpowiedź