Trzeba być nie całkiem jak się należy, by w drugą niedzielę pod rząd o siódmej trzydzieści (jeden) wsiadać w pociąg i jechać gdzieś tam w Polskę by cały dzień kręcić pedałami. Na dodatek w tę samą stronę. W stronę domu, oczywiście.
Tym razem wysiedliśmy z pociągu w Pelplinie. Ostatni raz byłem tu ze dwadzieścia lat temu ze szkolnym kołem PTTK, nie pamiętałem, że pelplińska katedra jest drugim największym ceglanym kościołem w Polsce. Po Bazylice Mariackiej w Gdańsku. Cóż, katedra była też chyba drugim... ogrzewanym kościołem w którym byłem. Żal było wychodzić na ten kociewski mróz.
Kto wie, że stalle (rzeźbione, drewniane ławy) w katedrze w Pelplinie są jednymi z najcenniejszych dzieł stolarstwa artystycznego w Polsce? Powstały w XV wieku - ilu ludzi, jak bardzo ważnych i jak bardzo zwykłych, na nich siedziało?
W ostatnich latach po większości pelplińskich ulic pobiegły ścieżki rowerowe, niedaleko przebiegła autostrada, miasto obiegła obwodnica, a nad nią, na Górze Papieskiej, stanął wielki krzyż, upamiętniający wizytę Jana Pawła II w 1999 roku. Wielki, błyszczący w promieniach słońca, otoczony herbami gmin i powiatów diecezji stoi... zupełnie niepilnowany. Gdyby tylko było nas więcej...
Nawet Wikipedia nie wie (jeszcze), że przeznany Florian Ceynowa ruszył do walk w Powstaniu Wielkopolskim z niewielkiej, mijanej przez nas w zawrotnym rowerowym pędzie Klonówki. Wspomina o tym tablica na głazie we wsi - kolejny niewielki odprysk wielkiej historii na naszych rowerach.
Po raz pierwszy na rowerach trafiliśmy też do Szpęgawska. Jeżdżąc między trzydziestoma dwoma grobami trudno opędzić się od myśli, w jakich spokojnych czasach żyjemy. Nikt nas nie wyprowadzi w nocy z domu z lufą przy głowie, nie zaprowadzi do lasu, nie strzeli w potylicę, nie wrzuci do wykopanego dołu, nie podpali ciała, a potem nie zaleje dołu wapnem... A wszystko to przeżyło kilka tysięcy kociewiaków - uczonych z Pelplina, nauczycieli ze szkół Kociewia, chorych ze szpitala w Kocborowie i wielu, wielu innych...
... a potem to już było z góry. Kociewskie ścieżki w jesiennym słońcu, pyszny pstrąg w Kleszczewie i 90 kilka kilometrów na liczniku. Choć ta ostatnia kwestia jeszcze długo budzić będzie kontrowersje...
5 października 2010
Taniec z kompasem » Pojezierze Starogardzkie » Z Pelplina do Gdańska





















































Fajny tekst, mam wrażenie, jakbyś nieco zmienił styl, ale to może wrażenie :) Pozazdrościć pogody!
9 października 2010
Czy Gościniec u Przyjaciół nie mieści się w Wyczechowie? Tam byłem dwa dni wcześniej, w niedzielę, straszne kolejki. Czy w tygodniu jest mniej ludzi?
http://rwm.org.pl/relacje/?&mode=galeria&id=2163&uid=100
9 października 2010
To ogrzewanie katedry działa tak, grube gotyckie mury nagrzewają się latem i teraz oddają to ciepło. Jesień w Pelplinie zaczyna się wtedy, gdy w katedrze jest cieplej niż na zewnątrz. ;)
Ostatniej zimy było wewnątrz tak zimno, że ksiądz mszę skracał.
9 października 2010
@Filu, boję się pytać czy na lepszy czy na gorszy ;]
A pogoda rzeczywiście piękna, oprócz wspomnianej temperatury... Dziś zresztą również pięknie, dziś Trójmiasto żegna letni sezon rowerowy.
Najlepszego :]
10 października 2010
@adas, zdaje się, że są takie gościńce dwa, jeden *dla* Przyjacioł, drugi *u* Przyjaciół. Ten w Wyczechowie kojarzy mi się z pierogami, a ten w Kleszczewie wygląda na bardziej rybny.
W niedzielne popołudnie w Kleszczewie czekaliśmy na rybę może kilkanaście minut, mimo że rzeczywiście wielu gości mieli.
Obydwa miejsca fajne na przystanek rowerowy. Jeszcze w Borowie jest sympatyczna rybna knajpka.
Zdrowia! :]
10 października 2010
@Radziecki, nie ma to jak średniowieczne systemy grzewcze, skuteczne nawet po 500 latach ;) ... no, przynajmniej jesienią ;]
Próbowaliśmy jeszcze zobaczyć Pałac Biskupi, ale ogrodzony, zarośnięty, nie dał się dostrzec w nawet niewielkim stopniu... To tak celowo?
Pozdrowienia :]
10 października 2010
Aaa… drobna lecz jak istotna różnica w nazwie. Może jeszcze w tym sezonie powtórzę Twoją wycieczkę, dzięki za inspirację i pozdrower! szym
10 października 2010
Przeglądam Twoją stronę od niedawna. Wybrane przez Ciebie tereny inspirują zwłaszcza, że ich wybór jest pokrewny mojej ciekawości. Beskid Niski, Wysoczyzna Elbląska, okolice Jezioraka, Bory Tucholskie. Obszary tajemnicze, z zapomnianą historią, na marginesie masowej turystyki. Jeśli do waszej ekipy można się włączyć to daj znać. Z moich eskapad, które zrobiły na mnie fajne wrażenie polecam: dolinę rzeki Wałszy koło Pieniężna, okolice Siemian nad Jeziorakiem z kilkoma fajnymi rezerwatami i zamkiem w Szymbarku, Wzgórza Dylewskie koło Ostródy, okolice Opalenia koło Gniewu. pzdr BOB
11 listopada 2010
Bob, dzięki za sugestie, są w cenie :)
Dolina Wałszy zabrzmiała najciekawiej. Jak znajdę jakiś fajny nocleg, to może trafimy tam w maju? A może polecisz coś do spania w okolicy? :)
Pozdrawiam :)
29 grudnia 2010
Okolice doliny Wałszy zrobiłem skokiem z wypadu na Wysoczyznę Elbląską. Niestety nie znam w okolicy godziwych kwater. Sama przejażdżka to kilka godzin w ciekawym, urozmaiconym lesie. Samo Pieniężno oprócz dominującego nad nim Kościoła i mostu zrobiło na mnie dość blade wrażenie - Armia Czerwona zdemolowała je dokumentnie. Z tego co pamiętam przed wojną i w jej trakcie Pieniężno oraz okolica uchodziła za kurort wypoczynkowy i kwitła. pzdr BOB
5 stycznia 2011
Dodaj nową odpowiedź