Ponad 100-kilometrowy rejs statkiem Żeglugi Gdańskiej przenosi w inną kulturę. Bo na Bornholmie o wiele znajomym nam spraw jest trudno: trudno o niezadbane obejście wokół domu, o dziurę w jezdni, o niebezpieczeństwo grożące rowerzyście na drodze, nawet o firany w oknach jest trudno. Bornholm leży tak niedaleko naszego wybrzeża, a jest tak odmienny.
Po Bornholmie biegnie ponad 200 kilometrów dróg rowerowych, jednak tylko po niewielkiej ich części podróżowaliśmy. Mimo to nie zmienił się komfort jazdy rowerem po wyspie: od leśnych dróg, przez niewielkie lokalne asfalty po główne szosy - wszędzie rowerzysta traktowany jest z respektem i uśmiechem, zwykle posiadając przynajmniej pas do jazdy odgrodzony ciągłą linią od reszty jezdni.
Wrażenie na Bornholmie robią romańskie rotundy i kaplice, otoczone charakterystycznymi, współczesnymi już cmentarzami. Surowe, ascetyczne wnętrza przenoszą w historię sprzed niemal tysiąclecia. Przyjemnie mija się kolorowe wiejskie domy, otoczone zadbanymi posesjami.
Nie mogę nie wspomnieć o jedzeniu. Nie o cukierkach, czy produkowanej tam też czekoladzie, ale o owocach morza w wędzarniach, w których wizyta obowiązkowo musi znaleźć się w programie pobytu na Bornholmie. W tej w Hasle młody sprzedawca sam skomponował rybne zestawy, widząc naszą smutną reakcję na brak rybnego bufetu w menu. Wędzona makrela w pieprzu i w czosnku, na zimno i na gorąco, także wędzony śledź i łosoś, jeszcze krewetki, w czosnku lub zwykłe, ikra z dorsza, kotleciki rybne, sałatki... I 0,75 litra zimnego Tuborga... Jeść, nie umierać! :-) W większości sklepów są stoiska z regionalnymi produktami, a wszystkie w jednym miejscu można znaleźć w wiatraku w Gudhjem, na wystawie lokalnej żywności połączonej z degustacją i sprzedażą.
Niełatwo za to na Bornholmie o informacje po angielsku, o polskim nie wspominając. A przecież to Polaków jest najwięcej wśród młodszych turystów. Poza mocno ogólnymi broszurami, polską ulotkę znaleźliśmy tylko w jednej z rotund. Warto znać podstawy duńskiego czy niemieckiego przed wyjazdem.
A w ogóle to Bornholm jest trochę jak... nasze Kaszuby. Albo może nasze Kaszuby mogłyby być jak Bornholm? Przy odrobinie inwencji i wkładu lokalnej ludności i władz. Bo Bornholm wydał się jednak bardziej starannie stworzonym, pięknie zapakowanym i skutecznie rozreklamowanym produktem turystycznym, niż faktycznym ewenementem przyrodniczym czy kulturalnym. Może ktoś kiedyś poświęci Kaszubom tyle czasu, co Bornholmowi?
Na pewno warto na Bornholm zajrzeć. Ale czy wracać co roku, jak wielu...?
PS. Symbol (e) oznacza zdjęcie Emila, dzięki :]
22 sierpnia 2010
Taniec z kompasem » Bornholm » W trzy dni dookoła Bornholmu



























































































































































































Fajna wycieczka, równiez wybieramy się na Bornholm i przebieram w zdjęciach w Necie by wybrać miejsca gdzie warto pojechać. Wasza galeria to duża pomoc w planowaniu naszego pobytu. Z turystycznym pozdrowieniem
1 września 2010
Klimaty takie, że mogłabym wskoczyć w te zdjęcia;)
Zazdroszczę:)
2 września 2010
Ikroopko, zapraszam, wskakuj, obiecuję że Cię z nich nie... wykroopkuję ;]
Najlepszości :]
* * *
Pozdrawiam również, Turysto :]
2 września 2010
Zdjęcia cuudne, a po uśmiechach widać ze wyjazd był udany. W tym roku wybieram się z rodziną na Bornholm. Czy mogę prosić o e-mail - mam kilka zapytań i moze mogłabym prosić o pomoc
Pozdrawiam serdecznie:)
9 marca 2011
@MM, dzięki za miłe słowo :)
Może i innym zaglądającym przyda się informacja która interesowała Vixenkę: kemping na którym spaliśmy to Svaneke Familiecamping.
9 marca 2011
Ciekawa stronka i piękne zdjęcia. Już nie mogę się doczeka lata, gdy wskoczę na rower i odwiedzę te wszystkie miejsca znowu,bo chociaż mieszkam na wyspie na stałe to chyba nigdy się to nie znudzi... Pozdrawiam i zapraszam wszystkich do jej odwiedzenia.
31 marca 2011
@Szy.DK, a jak zimę przetrwałeś? Trochę Was tam chyba przysypało? :)
Dzięki za miłe słowa. My Bornholm wciąż fajnie wspominamy, choć... drugi raz (przynajmniej na razie) się nie wybieramy :)
Pozdrowienia :]
31 marca 2011
Witamy! Bornholm też na nas zrobił niemałe wrażenie! Może nie ścieżki rowerowe, bo tych trochę w Europie już zjeździliśmy ale jedzenie i ludzie. Mimo że wiele się pisze ze mieszkańcy wyspy tacy na pokaz są w zasadzie, sztuczni, to ci których my spotkalismy okazali sie bardzo serdeczni i naturalni. Mielismy dwa razy dosc spore problemy z rowerami i dwa razy mogliśmy liczyć na pomoc miejscowych.
Ryby - te naprawdę tam smakują wyśmienicie. Do dziś się zastanawiamy cy to atmosfera urlopu, tych stołów nad brzegiem morza, czy czegoś innego. Wlaściwie tylko dla tych wędzarni wrócilibyśmy kiedyś z przyjemnością.
Ale po co znów na Bornholm się wyprawiać skoro tyle ciekawego na świecie jeszcze jest do zobaczenia? :-)
Pozdrawiamy z Poznania!
12 kwietnia 2011
Piękne zdjęcia!!
Zawsze jak czytam i ogladam opisy z zagranicy zastanawiam sie, dlaczego my w Polsce nie mamy takich terenów? A przeciez mamy!
Pochodzę z Warmii, prowadzę tam pensjonat. I wiem ze bardzo mało trzeba by miec ofertę zbliżoną do nawet Bornholmu. Trzeba pasji i zaangażowania ale też szacunku dla cudzej pracy.
Wierzę że kiedyś do tego dojdziemy. Pozdrawiam i zapraszam na Warmię!!
13 kwietnia 2011
@Turysta z Poznania, właśnie tak - skoro tyle fajnych miejsc na świecie, to dlaczego wracać na Bornholm? :-)
A jeśli chodzi o rybne przysmaki - może prowadzą sprzedaż przez Internet... :)
@Miejscowy, ja też wierzę, jak pisałem, że kiedyś Kaszuby będą budziły tyle emocji co Bornholm. Tyle pięknych miejsc, taka bogata przyroda, również smaczne, polskie jedzenie.
Tak jak my walimy na Bornholm, tak samo powinny ciągnąć na Kaszuby grupy rowerowych turystów z Europy. Może dożyjemy.
* * *
Dzięki za wizytę i te kilka słów, pozdrawiam! :)
15 kwietnia 2011
Nie dajmy sie zwariowac. I na Bornholmie są zlodzieje i zwykłe chamy. Warto zajrzec na forum Bornholmu i poczytać o zniszczniu namiotu czy kradzieżach rowerów. Miejsce jak kazde inne, tylko prasę ma lepszą. Takze dzieki takim wpisom jak ten.
19 kwietnia 2011
Ten wpis jest efektem satysfakcji z konsumpcji produktu o nazwie 'Rowerem po Bornholmie'. Nie ma nic złego w tym, że ktoś skutecznie reklamuje to co wcześniej świetnie wymyślił i zrealizował. Złodzieje pewnie się zdarzają, na pewno, ale nie 'są'. Na pewno w wielu miejscach na świecie jest dokładnie odwrotnie. W Polsce niestety nie zostawiłbym pod punktem widokowym roweru z GPS-em na kierownicy. Tam rzeczywiście tak robiłem.
A wariować rzeczywiście nie wariujmy... :] Zdrowia życzę :>
19 kwietnia 2011
Skoro tak się zachwycasz rybami to polecam Norwegię na rowerze. To też rybny raj dla podniebienia. Mówi się że drogi ale przy odrobinie wysiłku wcale nie będzie kosztował więcej niż ten Bornholm. Pozdrawiam
20 kwietnia 2011
Norwegia chodzi za nami od dawna, ale jest kilka rzeczy które nas od niej odciągają. Może kiedyś jednak się uda, pozdrawiam :)
21 kwietnia 2011
Na Bornholmie byłem kilka lat temu w interesach i potwierdzam - raj dla rowerzystów. Pięknie.
26 maja 2011
Załatwiałeś interesy na rowerze? ... wymarzona robota ;)
27 maja 2011
Dodaj nową odpowiedź